Ciekawa strona. Zapraszam także na stronę związaną z Odnawialnymi Źródłami Energii OZE w gminie Wola Krzysztoporska: https://www.ozewwoli.wordpress.com. Bardzo ciekawe informacje.
Zapraszam na moją stronę o OZE w gminie Wola Krzysztoporska: https://ozewwoli.wordpress.com/
Ja tu calkiem przypadkiem, bo na tropach moich przodków z Iwanowic i Widomej. Historia bardzo zagmatwana z lat powstania styczniowego i zaraz po tym, kiedy to niejaki Wilhelm Zawadzki pochodzący ze śląska Opolskiego, pruski poddany, kupił od Stanisława Walewskiego dobra iwanowickie. O tych wydarzeniach pisal Kazimierz Girtler w swoich pamiętnikach. Te do 1857 roku były wydane, ale gdzie się znajdują, nie mogę znależć. Jeżeli ktoś zechce mi pomóc, będę niewymownie wdzięczny. Z serdecznościami Lech Konrad Powichrowski z Bompas, południowa Francj. Mój mail nieswicz@yahoo.com
Piękna pasja, chciałoby się to wszystko zobaczyć z bliska.
Pozdrawiam, i życze dalszych sukcesów.
Strony Internetowe Wejherowo
Super lokalizacja, Świetne miejsce, polecam
Strony Internetowe
Kalina Mała - coś pięknego.
Super strona. Zapraszam do siebie
Wynajem odkurzaczy piorących Warszawa
Świetny blog z konkretnymi informacjami. Będę wpadał na pewno częściej.
Pozdrawiam
Tomasz
Strony Internetowe Iława
Kazimierz Girtler pisał to w połowie XIX wieku, ale czy dziś, w XXI wieku, nie brzmi to aktualnie? Czy i dziś nie brak Żydów próbujących coś wyszachraić? ! A Żyd przyłapany na szachrajstwie krzyczy: - Geeewałt! Antysemici!!
Tacy Żydzi, czyż nie warci są tych kijów, którymi okładano Judasza w Pruchniku? Zaś Żyd uczciwy - nasz brat!
Co myślisz o tym, Włodku?
Pan Tustanowski, Włodku, był, za moich czasów, nazywany przez nas Feluchną, nie Felkiem, bo tak on nazywał w gniewie uczniów, którzy mu podpadli.
Tu zaś, Włodku, na stronach internetowych Kaliny Małej, są udostępnione fragmenty z książki Kazimierza Girtlera Opowiadania (Wydawnictwo Literacie, Kraków 1971), a m. in. taki:
Całą zimę czyniłem przygotowania, aby w tym roku 1852 można skończyć dwór nowy i przenieść się do czystego, zdrowego mieszkania. Żyd, stolarz z Wodzisławia, wykończył na wiosnę drzwi, okna itp. do całego domu, a ja – wcześnie, bo w pół kwietnia – korzystając z pogody, kazałem dawać sufity, tynkować i stałem na tym, aby koniecznie tą fabrykę, jako już trzecioletnią od zaczęcia, raz skończyć. Ale Żyd jak Żyd, dobry majster, ale lepszy szacher. Miałem z nim kłopotu niemało, bo co zaczął robotę, to gdzie indziej odchodził. (tom II, str. 314)
Kazimierz Girtler pisał to w połowie XIX wieku, ale czy dziś, w XXI wieku, nie brzm
Pan Tustanowski wspaniały nauczyciel ze Szkoły Podstawowej Nr1 w Miechowie miał na imię Bronisław. Felek to był jego sympatyczny pseudonim, którym obdarzyli go uczniowie.
pozdrawiam WB
Już tylu chłopców odeszło z naszej Kaliny! A tak niewielu napisało tu chociaż jeden list.
Witamy jesteśmy nową Grupą SEKCJI INTERWENCYJNEJ OCHRONY PRZYRODY w Dąbrowie Górniczej działamy na wzór byłej Straży Ochrony Przyrody mamy uprawnienia do kontroli aut w lesie ścigania Kłusowników Leśnych i Wodnych ,kontroli wędkarzy informacje a nasze stronie internetowej www.lop-rosomak.pl
DZIEKI ZA WIADOMOSC:MYSLALEM ZE MIESZKAJA KALINIE:40 lat minelo to szmat czasu DZIEKUJE
Obaj ci Panowie wyjechali do pracy na Hutę Katowice i prawdopodobnie mieszkają gdzieś na Śląsku.
Witam ciekawy jestem co porabia krzysztof Krzyszkiewicz iWlodarczyk zbigniew kope lat minelo
Jestem wnuczką Władysława Tondosa. Pan Józef Alfred Dąbrowski napisał w swoich wspomnieniach (niestety nie zdążyłam przeczytać całych, ale mam zamiar), że mój dziadek zginął w Oświęcimiu. Chciałam tylko sprostować, że to nie prawda. Przeżył Oświęcim i był nawet świadkiem w Procesie Norymberskim. Mieszkał po wojnie w Zakopanem, gdzie jest pochowany. Miał córkę dr Barbarę Tondos, cenionego konserwatora i historyka sztuki. A ja w tym roku pierwszy raz w życiu odwiedziłam Kalinę Małą...
Przeszedłem sobie wirtualnie przez mój rodzinny kaliński Brzeg, aż do mostu koło Krzyszkiewicza (kto tam teraz mieszka?); i dalej szosą w stronę Kaliny Wielkiej, by skręcić w Dołki do p. Stanisława. Dzięki p. Wiesławowi ktoś, kto dziś nie ma tam już do kogo wracać, lub mieszka - jak Jadzia - w Australii, może nie ruszając się z mieszkania, przespacerować się tam, gdzie przeżył "bardzo szczęśliwe lata, pełne niepokoju serca". Dobrze by było, by odezwali się tu inni nasi rówieśnicy, jak na przykład brat Jadzi, Marek. Ostatni raz widzieliśmy się na dworcu PKS w Krakowie gdzieś na początku lat 70. Byłoby pięknie, gdybyśmy znowu mogli porozmawiać.
pieknie tam było szkoda że że n ie mam już po co tam wracac
Administratorom tego Portalu Internetowego, Państwu Marioli i Wiesławowi Chrzęstkom, składam tu serdeczne życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, a w nadchodzącym Nowym Roku szczęścia w życiu osobistym oraz dalszych sukcesów w dziele wspomagania odradzania się wsi Kalina Mała jako Społeczności.
Oj! powłóczył by się człowiek z Panem Wiesławem po tych kalińskich polach pełnych - jak to pokazuje p. Wiesław - zwierzyny. A jeszcze gdyby wziąć kogoś z Parafii do towarzystwa i pójść w tę dolinę prowadzącą do Zarogowa, to byłby czas na pociągnięcie gawęd o kalińskiej przeszłości: o czasach, gdy tą doliną turkotały koła wozów, bryczek, karet i kupieckich landar; o czasach jak kierownik kalińskiej Szkoły, Pan Kazimierz Marusiński, przeprowadzał tamtędy siedmiu ułanów Beliny-Prażmowskiego, którzy 3 sierpnia 1914 roku zrobili wypad zwiadowczy z Krakowa do Jędrzejowa, a w drodze powrotnej starali się ominąć Miechów, gdzie był silny rosyjski oddział.
Ładny był ten kaliński dworek.
Ale czemu Kalinianie tak ciągle śpią? W Kalinie nie dnieje?!
Powódź?
Jaka powódź? Jakby dom Państwa Chrzęstków stał do połowy w wodzie, to byłaby powódź. I wszystkie TV by o tym trąbiły! Tak jak o Kraczkowej. Bez tego, Drodzy Kalinianie, Wasza powódź, to nie powódź. Na razie głucho o Was w mediach. No, poza niniejszym portalem. Chwała Państwu Chrzęstków. I pozdrowienia dla Wszystkich Kalinian - byłych i obecnych!
A czy wiadomo coś więcej o autorze tej książki? Dla każdego Kalinianina nazwisko to brzmi znajomo, ale Tondosy emigrowali z Kaliny, tak, że dziś - zdaje się - nie ma już w Kalinie żadnego mieszkańca o tym nazwisku.
Autor książki "Miechów i okolice" to Stefan Stanisław Tondos. Wiadomości tam zamieszczone mogą zawierać nieścisłości ale my podajemy dokładnie to co napisał autor.
Ledwo ochłonęliśmy po lekturze Kroniki, a już pp. Chrzęstkowie zamieścili fragmenty książki "Miechów i Okolice". Szkoda tylko, że nie podali jej wydawcy, bo oprócz cennych wiadomości o ludziach z Kaliny, jest tam też trochę przekręceń i nieścisłości. Np. Jan Broda nie zginął w 1939 roku, jak tam jest podane, tylko wyjechał w raz z rodziną w 1925 w okolice Wołkowyska, gdzie nabył gospodarstwo. Dopiero w czasie wojny został wywieziony do Kazachstanu i tam zaginął. Żona z dziećmi jakoś tę wywózkę przetrwała i wrócili wszyscy po wojnie osiedlając się na naszych ziemiach zachodnich. Niektórzy jeszcze żyją. Chętnie też i przejmująco o tamtych przeżyciach opowiadają, gdy znajdą wdzięcznego słuchacza.
Witam,
zwracam się do Pana Alfreda z prośbą o kontakt. Szukam swoich rodzinnych korzeni (które wyrosły m.in. w Kalinie Małej) i po przeczytaniu zamieszczonych przez Pana listów Juliana Brody wydaje mi się, że wpadłam na pewien trop. Chciałabym sprawdzić czy jest on właściwy. Podaję swój adres e-mail: kasiac.kielce2@op.pl
Pozdrawiam
Kasia
Gratuluję strony, podziwiam i doceniam Waszą pracę. Czuję wielki sentyment do Kaliny, bo tu moje korzenie, tu spędzałem wakacje u wujków i ciotek, miło powspominac oglądajac zdjęcia najblizszej rodziny. Najwieksza przyjemnosc sprawiło mi zdjęcie drzewa genealogicznego rodziny Chrzęstków i nie tylko. Wiesiek trzymaj tak dalej.Pozdsrawiam. Marek z Katowic
Jeżeli pan Bolesław Krzyszkiewicz właśnie skończył sto lat życia, to teraz trzeba Mu życzyć drugiej setki lat.
Życzę Mu tego!
Panie Wiesławie, zrobił Pan piękne zdjęcia miejsca, w którym kiedyś były zabudowania dworskie. Gdy się je powiększy na cały ekran monitora, to widać wszystko jak na dłoni. A robił je Pan - z tego, co widzę - właśnie z góry Jasia Pawłowego (lub Pawłowej). Ale Pan mylnie górą Pawłową nazywa górę inną - górę przy granicy z Bukowską Wolą. Na jej zboczu stał właśnie drewniany krzyż, widoczny z szosy na odcinku zjeżdżania z góry od Bukowkiej Woli. Mówiono, że w tym miejscu byli pochowani ludzie zmarli na panującą zarazę przed wiekami. W wolnej chwili opiszę to bardziej szczegółowo i opis Panu prześlę.
Dziękuję Panu, Panie Wiesławie, za te wyjaśnienia. Widzę z nich, że w Kalinie Małej co góra to był kamieniołom. Dziwiłem się nie raz, że tak Pan pięknie i dokładnie obfotografował Białą Drogę i to miejsce, gdzie w tamtej górze był kamieniołom, a nic Pan o tym kamieniołomie nie wspominał. Z tym tematem wiąże się kwestia, w jakim czasie z czego w Kalinie budowano. Widać to choćby na przykładzie zagrody okólnej Podymów (wielkie dzięki za zamieszczenia jej zdjęcia z opisem!). O podpisach pod zdjęciami napiszę osobno.
Zdjęcie ślubne Państwa Kowalskich ( imiona nie znamy) to brat Józefa Kowalskiego , który mieszkał w Kalinie.Kowalscy pochodzili ze Strzeżowa.
Pani Młoda to Leokadia (Lotka) Pietrzyk.
Co do dat ślubów na tych zdjęciach mogą być pewne nieścisłości.
Moje informacje pochodzą w dużej mierze ze wspomnień ojca.
Odnośnie ślubu Państwa Baran, Pani Młoda to Helena z domu Bogacz - prawdopodobnie 1952 rok.
Ślub państwa Kaczka, Pan Młody Eugeniusz Kaczka, Pani Młoda - Stanisława z Pasternaków.---rok 1956-57
Panie Alfredzie
Kamień łupano ( z opowieści mojego ojca pamiętajacego te czasy)z góry tzw. Pawłowej,oraz dalej położonych gór znajdujących się przy drodze łączącej Kalinę z Rędzinami, na zachód od Dziadówek. Przy pozyskiwaniu kamienia przynajmniej jedna osoba musiała być na dole, ponieważ spadające kamienie leciały na drogę.
Do tej pory w Kalinie stoi jeszcze kilkanaście domów z kamienia pochodzącego z Kaliny Małej, świadczy to o tym że jakość tych materiałów nie była taka zła, jeżeli przetrwały tyle lat.
Zaciekawiła mnie ta dyskusja na temat wydobywania piasku i gipsu w Kalinie Małej. Nie wiedziałem, że u podnóża tej wielkiej góry za domem Józefa Bogacza była kopalnia piasku. A tym bardziej o kopalni na terenie byłego (!) folwarku, o którym (folwarku!) mało kto wspominał w latach 50. i 60. Bo była po prostu Parcela, a nie żaden folwark. Przecież nauczyciele o tym nie uczyli, bo historii lokalnej nie było w programie szkoły. A ja chcę zapytać:
- Gdzie wydobywano w Kalinie Małej kamień?
Niestety, nie wiem w której był baterii. Informacje mam tylko z niemieckiej listy transportowej jeńców i niewielu wspomnień rodziny. Jego szlak jeniecki: Nowy Wiśnicz, Gonserndorf, Ludwigsburg, Ostrzeszów. Na jego liście transportowej był jeszcze Władysław Fugiel z Miechowa.
A w jakiej był baterii Twój dziadek?
Nazywał się tak jak Ty??Może byli obaj w tej samej.Poddał ich generał Bernard Mond,kiedy nie było już żadnych szans na podjęcie walki,bo otoczeni byli potrójnym pierścieniem niemieckich wojsk.Mój ojciec z kilkoma innymi uciekł z pociągu wiozącego ich do obozu jenieckiego- wyskoczyli w okolicach Bochni,szli pieszo w rodzinne strony.Rozdzieli się,żeby nie wzbudzać podejrzeń.Kiedy ojciec dochodził już do Zarogowa,natknął się na niemiecki oddział Wehrmachtu.Wspominał,jak ugięły mu się nogi ze strachu,ale jakoś zdołał przejść w odległości ledwie kilkudziesięciu metrów od nich.Śmiali się, golili,ktoś grał na harmonijce ustnej...Nie zaczepiali go,i szczęśliwie dotarł do Kaliny Małej...Kiedy mój ojciec mi o tym opowiadał, przypominał mi się wtedy zawsze wiersz Broniewskiego:" ze spuszczoną głową, powoli/wraca żołnierz z niemieckiej niewoli/Jego pułk rozbili pod Mławą,a on bił się,a on bił się krwawo...""
Bardzo dziekuję za informacje. Przydadzą się.
Mój dziadek służył także w 6 PAL. Do niewoli dostał się pod Tomaszowem Lubelskim. W niewoli był z nim Antoni Bogacz z Kaliny Małej.
Wspaniałe te zdjęcia we "wspomnieniach"...Niestety,z przyczyn oczywistych,nikogo na nich nie rozpoznaję:)Jakie to były lata?
W Kalinie były dwie piaskownie, jedna na terenie dworu, zarządzał nią Bac, druga znajdowała się za domem Bogacza, sąsiadującym od wschodu z zabudowaniami Idzików (był tam sklep) od zachodu Włodarczyków. Na terenie piaskowni zdarzył się tragiczny wypadek, zginął tam brat Bogacza przysypany piaskiem.
Prawdopodobnie wydobywano również gips, są to nikłe wspomnienia starszych mieszkańców.
Panie Mirku, odnośnie rodziny Księdza Goli, wiadomość wysyłam e-mail.
Cudowne zdjęcie strażaków-ochotników z Kaliny Małej z 1931 roku.Pierwszy z prawej w górnym,najwyższym rzeęzie to mój Ojciec,Józef Szych,uczestnik II wojny jako bombardier 9 baterii 6 pułku artylerii lekkiej(PAL)3 dywizjonu krakowskiego Armii Kraków.
Witam
Po długiej przerwie pora coś napisać. A raczej zadać pytanie sznownym Gościom. Czy na terenie Kaliny Małej było kiedyś prowadzone wydobycie piasku lub gipsu? Kolejna sprawa dotyczy rodziny ks. Franciszka Goli - poszukuję z nią kontaktu. Na wszelki wypadek podam adres e-mail: mpogon@wp.pl
Następujący fragment wypadł z powyższego tekstu:
...wprowadzenie bażantów na nasze pola. Przyniesiony kogut okazał się być kogutem bażantem.
Bażanty żywią się m.in. stonką, która wtedy byłsa wielkim szkodnikiem na polach gdzie były posadzone ziemniaki. Była to akcja ogólnopolska i bażanty są dziś zadomowione na polach. Może teraz trzeba by wszcząć podobną akcję odnośnie zająca?
Przeglądam galerię zdjęć FOTO-PRZYRODA. Narafiłem na zdjęcie "samotnego lisa", którym już wcześniej ktoś się zachwycał - Mirek czy Zygmunt? A potem na zdjęcie "ostatniego zająca". To było zdaje się w marcu. A teraz - pomyślałem - jak jest teraz? Czy ten samotny lis wytropił ostatniego zająca i lisy ocalały a zające wygięły? Czy też może ten zając nie dał się wytropić, lis zdechł z głodu, a zające w Kalinie Małej przetrwały? Jak tam jest teraz, panie Wiesławie?
Pamiętam jak na przełomie lat 50. i 60.do naszej Szkoły w Kalinie Małej, na lekcję prowadzoną przez kierownika Szkoły, pana Józefa Gajosa, wkroczył pan Edward Soczówka z kogutem pod pachą, gospodarz (Biała Droga wspina się po zboczu góry Edwardowej), myśliwy i wielki kaliński społecznik. Klasa powstała i powitała gościa gromkim: dzieeeń-dooo-bryyy! Pan Soczówka przywitał się z kierownikiem Gajosem i z nami, po czym zaczął prelekcję o akcji kół myśliwskich mających na celu wprowadzeni
W jakim strachu żyli ludzie w Kalinie M. i W. po II WŚ , którym zdarzyło się mieć braci walczących z bolszewikami w 1920 r., albo walczących pod Monte Casino? Zdjęcia tych ludzi dopiero teraz wydobywa się z zakurzonych albumów, zapleśniałych kopert ukrytych gdzieś głęboko na strychu i dlatego są one często zniszczone i trudno na nich ludzi rozpoznać. Wraz z tymi zdjęciami wydobywa się też tych ludzi z kurzu niepamięci. Co jesteśmy im winni, bo bili się w naszej obronie!
Ci mężczyźni w "maciejówkach" i z orzełkami, niestety! nie są mi znani, Zygmuncie. I poza Stanisławem Brodą(który tu akurat jest w ubraniu cywilnym)ja nie poznaję nikogo. Nie ma tam na pewno jego starszych braci: Jana i Franciszka, bo jego córka Halina Kowalska, od której mam to zdjęcie, wskazała by mi ich. Nie jest to zatem pewnie też miejscowy oddział POW z lat 1917-1918. Pozostaje liczyć, że ktoś kto obejrzy tu to zdjęcie rozpozna kogoś. Tak jak liczycie na rozpoznanie się lub swoich krewnych i znajomych na zdjęciach nauczycieli i uczniów Szkoły w Kalinie Małej. Na zdjęciu z p. L. Kukuryk oprócz stryja Felka widzę tam Staszka Ziębę (kuca pierwszy z prawej?), ale muszą tam być np. Sylwek Bogacz (mieszkał przy granicy z Kaliną W.), Jadzia i Lucyna Krzyszkiewicz (ta druga, to córka dowódcy oddziału AK z Kaliny M.;o ile dobrze wiem - uczyła później w LO w Książu W.). A czy dzisiejsza młodzież może zdać sobie sprawę - wracam do żołnierzy - z tego, w jakim strach
Z którego roku pochodzi to zdjęcie grupy mężczyzn?Wiadomo,kogo przedstawia?Ci mezczyźni są w "maciejówkach" z orzełkami(część z nich),byłażby to o0rganizacja POW(Polska Organizacja Wojskowa) z Kaliny Małej?
Nie raz potem miewałem takie sny, że oto idę drogą przez Parcelę i spotykam Staszka Maślankę. Witamy się serdecznie, gwarzymy głośno i idziemy na stacyjkę kolejki wąskotorowej, która jest w pobliżu, by usiąść w ogródku piwnym i napić się piwa ( w śnie nie ma to znaczenia, że tam nigdy takiego ogródka piwnego nie było).
Teraz, tak jak wtedy, zrobiło mi się ciepło koło serca gdy w Internecie odkryłem strony poświęcone Kalinie Małej. Teraz znowu czuję, że żyję wśród Was, Kalinianie!
Kiedyś, idąc ulicą Marszałkowską w Rzeszowie, usłyszałem nagle jak ktoś krzyczy do mnie: - Fredek! Cześć Fredek! Odwracam się zaskoczony i oniemiały, bo było to gdzieś około roku 1970, gdy dopiero rozpoczynałem studia w Rzeszowie i jeszcze czułem się tu zupełnie obco. Odwracam się więc w stronę krzyczącego i widzę, w dość dużej ode mnie odległości, machającą do mnie rekę i wystającą głowę z przejeżdżającej ulią ciężarówki (może to była tzw. wywrotka?). Nim zdążyłem wydać z siebie głos auto przejechało. A mnie koło serca zrobiło się ciepło, bo poznałem po głosie Staszka Maślankę, kolegę z ławy szkolnej ze SP w Kalinie (przykra to myśl, że dziś ona nie istnieje!). Los już nigdy nas ze Staszkiem nie zetknął!
Pani Mariolu!
Prosi pani o wspomnienia i artykuły dotyczące Kaliny, by - jak Pani mówi - chetnie zamieścić je na stronie. Ja tymczasem czekam na jakąś Pani reakcję od 9 maja br. Wtedy to posłałem na adres mariolaeks@o2.pl e-mail i w załączniku fragment takich wspomnień. Czyżby to nie doszło? Dziś ponowiłem wysyłkę. Proszę o odzew. Serdecznie pozdrawiam.
Na szkolnych zdjęciach, każdy rodowity kalinianin znajdzie kogoś z rodziny. (Wkrótce nazwiska większości uczniów).
Kreator strony - przetestuj